Wybrane fragmenty

Szara


>> "Szara" - Tomasz Krzyżanowski. Kup tom 1 i tom 2 <<

Opinie czytelników o książce


"Ulica Kościeliska była jeszcze pogrążona w listopadowym świcie,
a bezlistne jesiony, rosnące wzdłuż tego historycznego traktu, ledwo
majaczyły w świetle nielicznych lamp. Zręby węgłów starych, góral-
skich płazówek przycupniętych po obu stronach drogi ledwie ryso-
wały się w szarówce wczesnozimowego świtu. Od Lipek dął mroźny
wiatr, niosący krupy zmrożonego śniegu, i odkładał je w cieniutkie
białe warstwy nieregularnie ścielące się na podreglowych łąkach."


"Jedyna sprawa, której naprawdę żałował, to ta niepotrzebna śmierć
w jaskini Szarej . Natalia i on zjechali do Tęczowej Komnaty i dziewczyna,
zafascynowana aurą podziemnego świata oraz obecnością przystoj-
nego ratownika, pozwoliła na coś więcej niż tylko ukradkowe poca-
łunki. Była upojona chwilą i wniebowzięta, że przyszło jej przeżyć ten
pierwszy raz w tak szczególnym miejscu, szczególnie że jej przewod-
nik był czuły i delikatny. Nie przeszkadzała jej nawet zwykła karimata,
niedbale rzucona na kamieniste podłoże, ani wszechobecna wilgoć
z rozbryzgującego się wodospadu."



"Gdyby rodzimi paparazzi zorientowali się, że Weronika Baron, cór-
ka najbogatszego Polaka, postanowiła zaręczyć się z nikomu niezna-
nym grotołazem z Krakowa i to 500 metrów pod ziemią, niechybnie
nie przepuściliby takiej gratki. Gdyby jeszcze prasa sprawdziła, kim
jest jej wybranek, w plotkarskich redakcjach ogłoszono by najwyższy,
czerwony alarm, a sfora wściubiaczy nosów natychmiast ruszyłaby
w teren. Zdjęcia młodej dziedziczki fortuny na tle Tatr, z pierścion-
kiem zaręczynowym na palcu, to było to, co uwielbiały rzesze gospo-
dyń domowych i biurokratyczne sfery. Paweł, najmłodszy potomek
słynnego rodu Czartoryskich, miał udokumentowaną błękitną krew
od czternastu pokoleń, a wielu jego przodków zapisało czasem chlub-
ne, czasem wstydliwe karty polskiej historii."


" Aleksander Baron trząsł polskim biznesem. Jego fortuna, której
początki datowały się gdzieś pod koniec epoki Edwarda Gierka, eks-
plodowała na przełomie wieków. Do tej pory pozostało tajemnicą, dla-
czego to akurat jego wybrano na męża opatrznościowego państwowych
kontraktów w odradzającej się polskiej gospodarce. Bajeczne umowy
w branżach informatycznej i drogowej, jakie podpisało jego konsorcjum
z państwowymi firmami, przyniosły mu krocie. Pozycja przedsiębiorcy
stale rosła, aż któregoś dnia ujrzał swoją twarz na okładce popularne-
go tygodnika z dopiskiem „Najbogatszy Polak na przełomie wieków”.



"Miejscami śnieg sięgał mu
do pasa, szczególnie kiedy szedł blisko pionowych ścian Ciemnia-
ka, i wtedy musiał stawać co kilkanaście metrów i wyrównywać
oddech. Piętnaście po drugiej stanął na przełęczy. Ciemność nocy
nie pozwalała na rozróżnienie szczegółów doliny po słowackiej
stronie, ale mniej więcej wiedział, czego się spodziewać. Łopatką
i czekanem wykopał małą platformę, po czym kilkoma ruchami
rozłożył alpejski namiot i przytwierdził go do mocno uklepanego
śniegu. W środku było ciepło i przytulnie, ale nie odważył się ścią-
gnąć puchówki. Zjadł dwa banany i na gazowym palniku nastawił
wodę na herbatę, po czym zgasił czołówkę i wyszedł na zewnątrz.
Od wschodu wiał lekki, zimny wiaterek, a położona w dole dolina
spowita była całkowitą ciemnością.


"– Żadnego ruchu, nic – stwierdził. – Cisza.
Pijąc herbatę w zaciszu namiotu, myślał intensywnie o telefonie
od nieznajomego esbeka. Wiedział, że groźba, jaka brzmiała w jego
ustach, mogła się ziścić. Znał tych ludzi z wykoślawionymi charak-
terami i na samą myśl, jak wielka afera rozpęta się, gdy dokumen-
ty z jego współpracy z policją polityczną PRL ujrzą światło dzienne,
przeszył go dreszcz "
"– Francowaci cynicy bez uczuć. Złamanie życia człowieka to dla
nich chleb powszedni – pomyślał z goryczą.
Tego, że pod pseudonimem „Nit” napisał kilkanaście raportów
opisujących nieprawidłowości w Pogotowiu oraz w różnych miejscach
związanych z górami, nigdy nie uważał za naganne. Był młody i nie-
doświadczony, ale przecież nikomu nie wyrządził krzywdy osobiście,
a informacje, jakie przekazywał, były według niego małej wagi. Ot,
ktoś coś powiedział, coś zrobił, ktoś się upił, a ktoś użył samochodu
służbowego, aby wywieźć w góry rodzinę lub wujka z Ameryki. Cza-
sem pisał o księżach, którzy nielegalnie odprawiali msze święte w róż-
nych miejscach – w schroniskach, na przełęczach czy na szczytach.
Skoro to niezgodne z prawem, czemu nie miał o tym poinformować? "





>> Szara - Tomasz Krzyżanowski - fanpage <<